W Europie Zachodniej rządy dopłacają swoim obywatelom za wymianę starych aut na nowe, u nas obywatele mają płacić państwu, jeśli się na taką wymianę nie zdecydują. I to dużo…

Coroczny podatek samochodowy nie jest niczym nowym – podobne mają Francuzi, Niemcy i Włosi. W skrócie jego konstrukcja wygląda tak: czym większa pojemność silnika i niższa (czyli starsza) norma emisji spalin, tym większa roczna opłata. Nasze Ministerstwo Finansów też pracuje nad takim mytem, tyle że jak zwykle w takich przypadkach bywa, zabrali się do tego ludzie albo nie mający zielonego pojęcia o samochodowym parku Polaków, albo… idioci.

Według ministerialnych założeń podatek za auto zarejestrowane przed 1992 rokiem będzie wynosić nawet 3 tys. zł rocznie. Za auta z końca lat 90. opłata ta będzie wynosiła ok. 1,5 tys. zł. Wszystko pięknie, tyle że znacznie bogatsze Niemcy mają niższe opłaty. Przykładowo: podatek od spełniającego normę emisji Euro 1 VW Golfa II z 1991 roku wyniósłby w Niemczech 244 euro (ok. 1 tys. zł). Za Poloneza Plusa z 1998 roku (auto spełnia wymagania normy Euro 2) w Niemczech trzebaby zapłacić  117 euro (ok. 500 zł). Dlaczego w Polsce mamy płacić 3 razy tyle?

Jeśli chcesz dowiedzieć się, ile zapłaciłbyś podatku za swoje auto w Niemczech:

http://www.steuer.niedersachsen.de/Service/Kfz.htm

Pojazdy ponad 16-letnie to aż 39,4 proc. wszystkich zarejestrowanych w Polsce aut, czyli ponad 6 mln sztuk. Średni wiek samochodu w Polsce to ponad 14 lat.