Zarówno koalicyjni jak i opozycyjni politycy zarzucili rządowi, że 12 miliardowa dotacja dla przeżywającego trudne chwile przemysłu samochodowego jest zbyt niska – brzmi nieprawdopodobnie? Nie, w żadnym wypadku. Szkoda tylko, że ta informacja dotyczy rządu niemieckiego…

Pomoc nazywana jest oficjalnie „Pakietem koniunkturalnym” i ma być lekiem na związane ze światowym kryzysem osłabienie niemieckiej gospodarki. Chodzi przede wszystkim o uratowanie zagrożonych miejsc pracy. Z drugiej strony, aby ożywić popyt na produkty tej gałęzi przemysłu, rząd chce wesprzeć kupujących nowe auta rocznym zwolnieniem z tzw. podatku samochodowego (jego wysokość uzależniona jest od spełniania konkretnej normy emisji spalin – Euro 4, 5 lub 6), przez co można zaoszczędzić od ok. 170 do blisko 930 euro.

Zarówno politycy koalicji jak i opozycji uważają, że 12 mld euro to za mało i suma ta ugasi tylko na chwilę „płomień problemu”, który za chwilę wróci ze zdwojoną siłą. Kanclerz Angela Merkel broni pakietu, który ma dać sygnał do blisko 50 miliardowych inwestycji w sektorze motoryzacyjnym. „Te pieniądze umożliwią to, że w 2010 roku znów będzie lepiej” – dodaje pani kanclerz.

Samo zwolnienie kupujących nowe auta z podatku samochodowego (KFZ-Steuer) będzie kosztowało budżet niemieckiego państwa 1,4 mld euro, spadną też wpływy do kas samorządów. „Chcemy wesprzeć przemysł samochodowy, jesteśmy przecież patriotami” – mówi niemiecki minister finansów Peer Steinbrück.

Dlatego czasem z zazdrością patrzę na działający ponad partyjnymi podziałami Bundesregierung. Niestety, nasz rząd (nie tylko z obecny zresztą) nawet nie dostrzega branży, która daje utrzymanie setkom tysięcy ludzi w Polsce (fabryki, dilerstwa, serwisy i całą masę poddostawców). Brak jakiejkolwiek długofalowej polityki dotyczącej rozwoju motoryzacji zemści się za kilka lat (coś trzeba będzie zrobić np. z masą starych, wyeksploatowanych pojazdów), tyle że już nie na tej ekipie…